sztuka cytatu
03 kwietnia 2011, 21:49:01wszystko jest cytatem. wszystko już zostało powiedziane. to oczywista oczywistość, zwłaszcza, kiedy mówimy o sztuce: literaturze, malarstwie, czymkolwiek. powód jest prosty: dobra opowieść – a my, ludzie, żyjemy opowieściami, umieszczamy je wszędzie; zastanowiwszy się, fabuła jest przecież we wszystkim, co stworzyliśmy – by poruszać i zajmować, musi się odwoływać do naszych emocji, tych najbardziej podstawowych, a zarazem najsilniejszych. miłość, strach, przyjaźń, żądza, poświęcenie, pycha et cetera. uczuć tych jest jednak skończona ilość – a więc i skończona jest ilość fabuł. nadzieja twórców w tym, że każdą można obracać na wszelkie sposoby, za każdym razem przedstawiając inaczej, z różnej perspektywy, z różną motywacją lub przesłaniem.
czasem zdarzają się tacy, którzy chcą odnaleźć czystą formę, opowiedzieć o tym, o czym jeszcze nikt nie opowiedział – to jednak niemożliwe, bo chcąc tak uczynić, musieliby wyjść poza ludzkie emocje; podówczas nic byśmy nie zrozumieli – człowiek nie może ogarnąć tego, co nieludzkie – i zaburzona zostałaby nadrzędna zasada każdej opowieści: komunikatywność.
podobno sztuka skończyła się w dwudziestym wieku. być może skończyła się dużo wcześniej; w każdym razie modernizm musiał już wymyślać coraz dziwniejsze rzeczy, by nie być wtórnym. cóż więc możemy począć my, biedaki? odpowiedź jest prosta: musimy cytować. po co? zgodnie z własną dewizą, oddaję głos Umberto Eco.
postawa postmodernisty, twierdzi Eco, jest postawą człowieka, który, załóżmy, „kocha nader wykształconą kobietę i wie, że nie może powiedzieć jej kocham cię rozpaczliwie, ponieważ wie, że ona wie (i że ona wie, że on wie), iż te słowa napisała już Liala. może jednak powiedzieć: jak powiedziałaby Liala, kocham cię rozpaczliwie. w tym miejscu, uniknąwszy fałszywej niewinności, oznajmiwszy jasno, że nie można już mówić w sposób niewinny, powiedziałby jednak ukochanej to, co chciał jej powiedzieć: że ją kocha, ale że ją kocha w epoce utraconej niewinności”.
postmodernizm jest nieodłącznie związany z ironią: jest grą między twórcą a czytelnikiem, której stawką jest erudycja obu, narzędziem zaś – zdolność do odczytywania sensów. w takim przypadku tworzy się, co ciekawe, coraz więcej sensów: po pierwsze, musi czytelnik zinterpretować cytat; potem dzieło, które cytat przywołuje; następnie stosunek doń autora i kontekst – bo czym byłyby słowa, które tylko powtarzają to, co już powiedziano? postmodernizm, dobry postmodernizm, powinien wywracać cytat na nice; tak tylko może uciec pułapce wtórności. nie chodzi tu o, ptfu, awangardę – choć może się do niej postawa ironisty zbliżyć w skrajnym wypadku; wspomnijcie Joyce'a i Finnegans Wake, daremny sen o idealnej maszynie do interpretacji – nie o odrzucenie dorobku poprzednich epok; raczej o świadomość, że ten dorobek istnieje, nie jest balastem i można zeń korzystać.
aluzja literacka.
to tylko nam pozostało.
obiecywałem, że będzie wpis o postmodernizmie, i jest.